niedziela, 23 sierpnia 2015

Epilog



Drogi pamiętniczku,

   Minęło już dwadzieścia lat od dnia, który nawiedza mnie w snach. Wszędzie widzę krew, ciała, ale najgorzej jest gdy widzę ją. Nie mogę się pogodzić z jej utratą. Zmarła, a ja nic nie mogłam zrobić...
  Nigdy nie myślała do bohaterstwie, ale była do niego skłonna. Stała się bohaterką, o której nikt nigdy nie usłyszy. A jaki los ponoszą bohaterowie? Umierają...
   Od dwudziestu lat nie władałam ogniem. Uśpiłam swoją więź z nim i już nigdy jej nie zbudzę. Może to nie zmieni tego kim jestem, ale przynajmniej zachowam pozory normalność. Normalność nie jest zła, podobnie jak inność, ale ci inni, z reguły cierpią. Czy naprawdę chce cierpieć, by być sobą?
   Mam nadzieję, że moje dzieci nie będą mogli władać żywiołami. Dałabym za to wszystko. Niech nie udają normalnych, ale  nimi będą. Wiem, że to niezbyt wychowawcza postawa, ale po tym co przeszłam, mogę myśleć tylko, o tym, by zapomnieć o wszystkim, Zapomnieć o smokach... Zapomnieć o władcach żywiołów... Nie, mój syn nigdy nie usłyszy historii o bohaterach.
   Niektóre historie zmieniają wszystkich i wszystko. Na twarzy Anka nie zobaczysz już uśmiechu. Wesoły chłopiec zmienił się w poważnego biznesmena, który gdy nie musi, nie wychodzi po za ściany pokoju. Nienawidzi wietrznych dni i nie chce mieć nic z nimi wspólnego.
   Na niektórych z nas, to co się wydarzyło, wyrządziło większe szkody. Max siedzi w domu
i zajmuje się papierkami. Robi, co tylko może, żeby nie dotknąć ziemi. Gdy ją widzi, gdy na niej stąpa, widzi rzeczy, których tylko my byliśmy świadkami.
   Jedyną zaletą tej historii jest Darcnos. Zajmuje się nami w razie potrzebny. Nie, nie rozumie nas, ale przynajmniej się stara. Nigdy nie zmienił się w smoka od tamtej pory. Wybrał inną drogę. Uczy w szkole małe dzieci. Opowiada im bajkę o dzielnych Potomkach. Nie podoba mi się to, ale ostatecznie nie mogę mu tego zabronić. Czasem słyszę jak mówią o roześmianym chłopcu, którego kochają,
 o Maxie, który według nich, był tak nudny jak dorośli, o Ninie, która zabiła swojego ojca, dwóch innych i matkę. Tak... Zasłużyłam na miano morderczyni.
   Najlepsze jest to, że mówią o Miley jako o bohaterce. Ale co z tego, skoro nikt w to nie wierzy? Miley zasłużyła na więcej, ale ją chyba sława nie obchodzi. Jestem pewna, że gdzieś tam, na obłokach, śpiewa ze skowronkami i patrzy na mnie... Byłaby mną rozczarowana, gdyby zobaczyła, że stałam się niczym. Ale co innego mogę zrobić? Nic to jedyne co mi pozostało.
  Pewnie spytasz się jaka jest oficjalna wersja? Jak wytłumaczyliśmy nieobecność Miley?
W sumie nie było to dużym problemem. Powiedzieliśmy, że dziewczyna uciekła. Oczywiście nikt jej nie znalazł. Moja mama była zdruzgotana...
    Czasami wyobrażam sobie swoją śmierć i jedyne co widzę to Miley, która błąka się gdzieś tam w niebie. Przytulę ją po długim dniu rozłąki i opowiem o wszystkich dniach bez niej. A potem się rozpłaczę i podziękuję jej za bohaterski czyn, za który musiała przypłacić życiem.
   Nigdy nie uważałam, że rozstania są bolesne. Może, dlatego, że nigdy nie rozstawałam się z nikim na zawsze? Ale z nią tak było. Przez następne kilkadziesiąt lat nie ujrzę jej. Poszłam inną ścieżką - ścieżką życia. Ona przechadza się ścieżkami pośmiertnymi. Żadna z nas nie wybrała swojej ścieżki. Może istnieje na tym świecie siła, zwana przeznaczeniem?
    To był długi dzień bez niej. Cały czas myślę, że to moja wina. Gdybym nie zabiła ojca, nie musiałaby świata ratować. Nie musiałaby zginąć.
    Mam nadzieję, że każda droga, którą obierze w zaświatach, doprowadzi ją do domu. Doprowadzi ją do matki.
  
  Chcę być bohaterem.  Będę bohaterem. Chciałam być bohaterem.

                                                                                                
                                                                         Nina - zwykła dziewczyna, która stała się zabójczynią.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No, więc tak. Zadaję sobie sprawę, że epilog wyszedł słaby. Strasznie słaby, ale cóż, tylko tak umiałam to zakończyć...
Proszę was o wzięcie udziału w ankiecie, w których ocenicie całość opowiadań ;)
Zapraszam was także na nowego bloga, na którym będę pisać nowe opowiadania. Będzie to mieszanka science-fiction i fantasy ;) Twórcy Imperium: Iskra Czeka już tam
 1 rozdział ;)
I dziękuję wszystkim za czytanie i komentowanie <3

piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 13 ,,Więzi"

    Zza pagórku wyłoniła się Convira, a za nią podążali: Zarkrus, Drissia i Darcnos.  Kilka kroków za nimi stali w zwartej grupce kloni.
- Dziękujemy Sil - odezwała się Drissia, wychodząc na przód. - Zajmiesz dobrą pozycję w naszym nowym świecie.
Silanna uśmiechnęła się, a potem podeszła do Valediona i szturchnęła go stopą.
- Zemsta na Valdku jest dostateczną nagrodą, ale, oczywiście, nie odrzucę władzy. Teraz... - Spojrzała  na Potomków. - Trzeba tylko, pozbyć się tych bachorów.
- To już nie jesteśmy skarbkami? - Anek udał zdziwienie. Silanna zachichotała.
- Oczywiście, skarkbu. Jak wolisz...
- Dość tych gierek - zagrzmiał Zarkrus.
- Daj mi się trochę pobawić. Od dawna nie miałam takiej rozrywki. - Silanna udała gniew.
Zarkrus i Convira obchodzili potomków. Drissia zniknęła w tłumie klonów, a Darcnos nie odwracał wzroku od Niny. Mrugnął do niej ukradkiem.
- Damy was szansę - zakomunikował drwiąco Zarkrus.
- Damy wam łaskę - kontynuowała Convira. - Możecie dobrowolnie dać się zabić, albo walczyć
 i ginąć w męczarniach.
- Nie oszukujmy się - dodał Zarkrus. - Nie pokonacie nas. - Uśmiechnął się.
- Walka byłaby nie wyrównana - zauważyła Miley. O dziwo, mówiła bardzo spokojny, choć dość wyzywająco.
  Nie chciała poddać się bez walki, choć wiedziała, że nie ma ona najmniejszego sensu. Nie wiedziała jednak potrzeby umierania w spokoju. Cierpienie? Wielkie, mi co. To tylko ludzkie uczucie, które znała bardzo dobrze. Bardzo dobrze znała ból psychiczny i jeśli go zdołała przetrwać, cierpienie fizyczna wydawało się bez znaczenia. Walcząc, przynajmniej nie nudziłaby się. Skorzystałaby z kilku dodatkowych minut życia i choć, miała spędzić te minuty walcząc, była gotowa to zrobić. Dodatkowe doświadczenie zawsze jest ważne. A czego mogłaby więcej chcieć w ostatnich chwilach życia, jeśli nie zrobienia czegoś, czego nie miała okazji nigdy zrobić? Wiedziała, że umrze i nie miała z tym problemów. Jej życie ma się skończyć? Śmierć przyjdzie po każdego. Przynajmniej, gdyby umarła w tej chwili, oszczędziłaby sobie cierpienia reszty życia: powrotu do sierocińca, dorosłości... Życia jest falą cierpienia, a ona chciała z niej uciec i wyparować ze świata do innego wymiaru - gdzieś, gdzie fala nie będzie w stanie jej dosięgnąć.
  Chciała walczyć - to było jasne, ale nie miała czym. Oczywiście nie potrzebowała broni. Jedyne czego musiała użyć to wody, ale gdzie w pustce woda? Nie ma jak walczyć. Szybko zaczeła myśleć
 o wodzie i o tym, gdzie mogłaby ją znaleźć.
  Spojrzała szybko na przyjaciół, ale oni stali jak sparaliżowani. Nie wiedzieli, co robić, co powiedzieć. Szybko rozważyła,  jednak myśl, że może oni przyłączyliby się do walki. Oczywiście nie mogłaby o to ich zapytać. Nie przy Zarkrusie i reszcie. Zaczęła szybko rozważać szanse
 i wyłapywać wszystko, co zobaczyła. Ziemia... Max z pewnością mógłby jej użyć. Anek też miał z czego korzystać. A Nina? Mistrzowie zmieniają się w smoki, więc gdy tylko zioną ogniem, Nina będzie miała z czego korzystać. A ona?
   KLONY. Oświeciło ją nagle. Wystarczy sprowokować swoją kopię, a ona użyje magii wody... Ale z czego? No tak, przecież nie mogą stać tu bezczynnie. Mistrzowie nie zrobiliby czegoś takiego, a poza tym w planie tym siedziała Silanna, która była bardzo inteligenta, więc musiała sprowadzić tu wodę, aby klony Miley mieli czym się bronić, czym atakować. Ale jak zacząć?
   Miley na ułamek sekundy przymknęła oczy. WODA.. Woda... -Te słowa stały się dla niej mantrą. Pot. Łzy. Zaczęła wyliczać. Wystarczy się rozpłakać, albo spocić. Woda to nie tylko substancja do picia. Wodę ludzie wydzielają. Przymknęła znowu powieki. W jej głowie rozgorzała się burza. Burza wspomnień. Wszystko co przykre, wszystkie obrazy i dźwięk, odtwarzały się teraz w jej umyślę. Uroniła łzę.
   Wszystkie te rozważania trwały zaledwie trzydzieści sekund, ale to wystarczyło, by Zarkrus, uznał, że się poddaje. Prychnął ze zniecierpliwieniem i rozbawieniem. Odwrócił się powoli do Drrisii i w tej chwili nie zważając na konsekwencje, a raczej przyjmując je z obojętnością, uniosła rękę, sącząc siłę ze łzy. Zamaszyście powiększyła źródło wody i uformowałam kulę, którą rzuciła w Zarkrusa.
    Po chwili jego głowa była morka, ale dziewczyna nie wyrządziła większych szkód. No tak woda nie jest niebezpieczna. Co najwyżej można się w niej utopić, abo się nią zakrztusić. No tak, zakrztusić. Ale, co po za tym? To nie wystarczy. Woda musi mieć większe znaczenie. Przecież jej matka musiała jakoś walczyć.
    Zarkrus odwrócił się z gniewnym wyrazem. jego wzrok spoczął na Miley. Dziewczyna pod wpływem impulsu, gestem ręki, zebrała całą wody z włosów i ziemi, a następnie uformowała
z niej ostrze, które, prawdopodobnie, rozcięłoby mężczyźnie ramię, gdyby nie unik. Zagrzmiał
i zmienił się w znajomego smoka. Ruszył prosto na nią ziejąc ogniem. Jego płomień, nie dotarł do Miley, bo atak odepchnęła Nina, a potem się zachwiała. Nie umiała najsprawniej wykorzystywać swojej mocy.
   Pozostałe smoki też się zmieniły. Drissy nadal nie było widać. Zniknęła w tłumie klonów. Miley ciskała ostrzami wody Zarkrusa, korzystając z potu, łez i wylanej wody. Nina od czasu, do czasu, resztami sił, chroniła Miley przed ogniem. Siły jej jednak słabły, a jej odparcia nie były zbyt perfekcyjne, więc Miley stwierdziła, że poradzi sobie sama i w momentach, w których Zakrus ział ogniem, Miley gasiła ogień strumieniem wody, co bardzo denerwowało smoczysko. 
    Convira szła w stronę Anka i Maxa. Miała szaro-granatowe łuski i krótki czarny ogon. Jej długie szpony z pewnością były atutem. Nie była smokiem tak wielkich rozmiarów jak Zarkrus, ale z pewnością wyglądała groźniej. Jej wielkie, niebieskie oczy, patrzyły prosto na chłopców.
    Anek szybko przeobraził się w orła i dziobem oślepił smoczycę, która miotała szponami, zostawiając głębokie draśnięcie na tułowiu ptaka. Max stał przerażony. Próbował jakoś poruszyć ziemię, ale bez skutku. Odbiegł od smoczycy, która próbowała ich na oślep złapać. Kilka metrów od niej, Anek zmienił się w człowieka. Dłoń trzymał na krwawiącym biodrze.
- Spróbuj się skupić! - zażądał.
- A ty? Masz zamiar tylko latać?
- Słuszna uwaga.
    Anek przymknął oczy. Odprężył się, ignorując ból. Zaczął wdychać powietrze i skupiać całą swoją uwagę tylko na nim. Wdech. Wydech. Magiczna aura powietrza. Huragan - powoduje
zniszczenia. Anastazy zrobił kilka szybkich gestów ręką, co wyglądało jakby chciał przeciąć powietrze. Wokół nich silniej zawiał wiatr, skumulował się. Anek otworzył oczy i popchnął powietrze w stronę Conviry. Cisnęła w nią ściana wiatru, która spowodowała, że smoczyca straciła równowagę i prawie się wywróciła.
- Poradzę sobie. Teraz ty - zakomenderował Anek.
- Ale jak?
- Wczuj się.
    Max przykucnął i otwartymi dłońmi dotknął ziemi. Zamknął oczy i zaczął skupiać się na gruncie, co okazało się trudne. Nie wiedział jak zapomnieć o otaczającej go bitwie i skupić się na czymś tak błahym jak ziemia. Skup się, nakazał sobie. Ziemia, co ci z nią kojarzy? Rośliny... Trzęsienia ziemi...Pagóki... Wniesienia.... Skup się. Ziemia... Ziemia jest życiodajna - daje życie rośliną. Jest też groźna - trzęsienia ziemi. Bywa ładna - pagórki... Doliny... Można się przewrócić. To nie działa - stwierdził. Wziął głęboki oddech. Jeszcze raz... Spokojnie... Skupił całą swoją życiodajną energię na ziemi... Ziemia jest stała, pomyślał. Ja też jestem stały, niezmienny, pewny. Ona jest moim gruntem... Poczuł więź z otaczającą go ziemią. Poczuł jej głosy, myśli. Poczuł ją i podniósł o kilka centymetrów. Otworzył oczy. Zobaczył niewielkie wzniesienie u swoich stóp.
- Udało się - zakomunikował Anek.
- Tak.
  Na horyzoncie pojawiła się Silanna. Usta miała zakrwawione. Zaniepokojony Max spojrzał na skrzynię. Było w niej dużo mniej krwi.
- Wypiła, pani, krew? - spytał, zanim ugryzł się w język.
- Po wypiciu krwi smoka, czarodzieje są silniejsi. - Wzruszyła ramionami.
   Ręce, które przywierały do jej tułowia, zaczęła po woli odchylać. Między ramionami,
a tułowiem rozciągnęło się pole elektryczne. Widać było pioruny. Max i Anek odruchowo się schylili, ale w tej chwili czarownica tupnęła nogą i przez ziemię przeszedł prąd. Max nie zdążył zareagować. Nawet nie sądził, czy byłby w stanie. Prąd przeszedł przez Anka i Maxa.  Upadli na ziemię. Uczucie piorunów było niesamowite. Nagle całe pole, zlało się w białe tło. Chłopcy nic nie słyszeli i nie byli w stanie nic wymówić. Czuli się, tak jakby, ktoś nimi mocno, gwałtownie i nieprzerwanie wstrząsnął.
  Nagle usłyszeli ochrypły krzyk kobiety. Po paru chwilach uczucie piorunów znikło. Jedyną oznaką, tego, że poraził ich prąd, były poparzone ręce. Ich wzrok z powrotem odczytywał realistyczne obrazy. Zobaczyli, że Darcnos stoi nad trupem czarownicy i ją rozszarpuje. Stali jak wryci. Rozdziawili buzie. Ale jak to? Przecież on jest z tymi złymi?
   Darcnos był niewielkim czarnym smokiem. Wyglądał trochę śmiesznie, bo na jego łuskach spoczywały fioletowe plamki. Jego atutami były długie szpony i ogon. Żółte oczy świeciły się, gdy  ustami dotknął krwi Silanny.
   Rozległ się gwar krzyków i głosów. To tłumy klonów ruszyły się z miejsca. Większość kopii Anka zmieniła się w orły i zaczęły okrążać Anka. Reszta pozostała w ludzkiej postaci i stała pomiędzy Convirą, a chłopcami. Czterech klonów Maxa otoczyło chłopaków. Reszta otoczyła Convire
 i Darcnosa. Klony Miley i Niny zajęły się dziewczynami. Miley świetnie sobie radziła, ale opadała
 z sił. Nina próbowała nawiązać z ogniem większą więź i zregenerować siły.
   Drissia przypominała swoją postawą i zachowaniem wodza, ale jako smok nie przypominała go. Była najmniejsza ze wszystkich. Jej skrzydła były bardzo cienkie - przypominały skrzydła muchy. Nie miała ani ogona, ani ostrych, długich pazurów. Jedyne czym się wyróżniała, to siedem palców
u rąk i nóg. Ale czy był to atut? Jej oczy też nie wyglądały strasznie. Były wręcz smutne. Smoczyca stała w miejscu i wpatrywała się we wszystko, co się dzieje. Blade, niebieskie spojrzenie było nieprzeniknione.
   Anek sprytnie radził sobie z orłami, wyłapując ich czuły punkt. Klony unosiły się tylko kilka metrów nad ziemią i co jakiś czas opadały. Chłopak leciał wysoko i szybko, robiąc pętle i inne skomplikowane ruchy, unikając słabych podmuchów, ciskanych przez swoje kopie, które i tak rzadko docierały do niego. Chłopak wyglądał na szczęśliwego ptaka.
   Cztery klony Maxa, ciskali w niego ziemią. Chłopak musiał się bardzo nagimnastykować, by odeprzeć wszystkie ataki. Nie był lepszy we władaniu żywiołem od kopii, ale był dość szybki, więc przeważnie unikał ataków, ale nie zawsze. Na ramionach, rękach i nogach miał pełno krwawiących zadrapań.
    Darcnos, bez większych trudności, zmiótł z powierzchni ziemi resztę klonów Maxa. Stworzenia nawet się nie opierały. Może i dostały rozkazy, ale nie byliby w stanie atakować mistrza. Zbyt wiele szkoleń przeszli. Convira schowała się za Drissią. Darcnos przymierzał się do ataku na nią.
- Darcnos - odezwała się Drissia. Brzmiało to jak grzmotnięcie, ale głos miała spokojny. - Zdradziłeś nas.
- Nigdy nie jest za późno na obranie innej ścieżki.
- Tak.
- Nie zabijesz mnie - dodała po chwili.
- Na razie planuję zamach na Convirę, a potem się zobaczy.
- Odeszłabym ci z drogi, ale nie chcę zagłady swojego rodzaju.
- Sama ją sprowadzisz. Wyjaśnij mi jedno. Nie nawiedziłaś imperium Valediona, ale teraz chcesz stworzyć drugie na wzór jego.
- Na wzór, ale nie całkiem. Z jego planów czerpię inspirację. Jego imperium miało pewne wady, które muszę wyeliminować, aby stworzyć  należny sobie nam świat.
- Skąd pomysł, że ten świat nam się należy?
- Jesteśmy potężniejsi od ludzi. W przyrodzie potężniejsi panują nad słabszymi. Orły zjadają mnisze ptaki. Wilki zjadają mniejsze zwierzyny. Tak jak mówiłeś nigdy nie jest za późno no obranie innej ścieżki.
- Już ją wybrałem. Żałuję, że za późno. Valedion może by jeszcze żył.
Smoczyca wydała dźwięk, który przypominał grzmot. Zaśmiała się?
- Valedion był głupcem. Może był najpotężniejszy siłą, ale większą bronią od siły jest umysł, a pod tym względem byli od niego lepsi inni.
- Na przykład ty?
- Ja nie ulegam emocją. Kieruję wami i zwyciężam. Czy nie na tym polega potęga? Czy nie, dlatego nie możesz mnie zabić. Nie może mnie zabić żaden smok, Darcnosie. Mój umysł jest tak potężny, że umiem przewidzieć wszystkie ruchy moich pobratymców. Mój umysł chroni mą skórę przed waszym ogniem. To bariera, której nie możesz przekroczyć.
- Skoro jesteś w stanie przewidzieć moje czyny, to dlaczego nie przewidziałaś, że ich obronię?
- Przewidziałam. Zabiłeś Silanne - sama zamierzałam to uczynić. Te marne klony specjalnie tobie podłożono, żebyś zajął się obroną chłopaka, a nie skupił uwagi na najpotężniejszej z nich wszystkich. Udało jej się Darcnosie. Nie Ninie, ale tej drugiej. Poznała pełny wymiar żywiołu. Łączy ją z nim silna więź, która nie może się z niczym równać. Są jednością. To wszystko była gra - starannie ułożony plan.
- Miley!
   Miley była dobrym magiem, ale otoczona przez tylu klonów miała niewielkie szanse. Tłumiła ogień Zarkrusa. Smoczysko nic, po za tym, nie robiło. Pewnie, liczyło na to aż dziewczyna opadnie
z sił, by ją potem dobić. Dziewczyna starannie odpierała ataki klonów, ale to nie wystarczało. Musiała też bronić Niny, która nie radziła sobie najlepiej. Z trudem odpierała ataki swoich kopii, ale opadała z sił. Była cała poparzona, a nie miała czasu uleczyć oparzeń. Miley miała posiekane ręce, czoło. Jej dłonie były całe we krwi. Poparzeń na ciele miała prawie tyle samo co Nina, ale ból łagodniał pod wpływem zimnej wody. Obie opadały z sił. Praktycznie wszystkie kopie ignorowały Ninę, a zajmowały się Miley. Dziewczyna nie miała szans wygrać ze smokiem i przeszło, czterdziestoma kopiami. Pozbawiła życia jakiś piętnastu, ale nadal było ich dużo.
   Jeden z nich podciął jej nogi. Upadła. Ugasiła ogień Zarkrusa, który na nią zionął, ale w tej samej chwili oberwała w pierś. Nie miała siły na obronę kilku ataków jednocześnie. Całą pierś splamiła krew. Upadła na plecy, które któryś z klonów rozciął, tak, że czuła przeraźliwy ból w kręgosłupie. Nie była w stanie się podnieść. Miała pewnie w wielu miejscach złamany kręgosłup. Jej serce zaczynało stopniowo zwalniać. Płuca walczyła o resztki oddechu, ale niektóre walki trzeba przegrać. Kopie nie celowały już w ważne narządy, ale siekały jej twarz, nogi i ręce. Chciano jej pewnie zadać powolną śmierć. Miała cierpieć, tak jak to jej obiecano.
- Miley! - usłyszała krzyk Niny. Nie słyszała już go tak dobrze. W jej uszach był przytłumiony, tak jak wszystkie inne dźwięki. Dziewczyna nie była w stanie podejść do przyjaciółki, bo uniemożliwiały jej to ataki klonów. Darcnosowi zagradzała drogę Drissia, która go nie atakowała, podobnie jak on wolała się na razie z tym wstrzymać.
   Miley widziała już ledwie przebłyski świata. Zamknęła oczy. Skupiła się na wszystkich wspomnieniach. Myślała o sierocińcu, głodzie, o wszystkim co przeszła, a później o tym jak spotkała Ninę i resztę. Jak mieszkała u Niny, jak pomagała Maxowi się zemścić, jak uratowała Ninę z Akademii, jak spotkała Silannę, jak przeszła dwie próby i jak trzymała w objęciach matkę. Załkała, co okazało się bardziej bolesne niż przypuszczała. Łza, która spłynęła po jej policzku zostawiła jasny ślad na umorusanej twarzy.
    Woda, przypomniało się dziewczynie. Pomyślała o chwili gdy tonęła. Woda była nią. Była w jej ciele w przenośni i dosłownie. Uśmiechnęła się blado, ignorując ból, jaki ten gest jej sprawił. Skupiła się i resztkami sił, poruszyła wszystkie siedemdziesiąt-parę procent wody, znajdującej się we własnym ciele. Poczuła ją i w przypływie euforii poruszyła ją we własnym organizmie.Wyciągnęła ją z ciała i pozwoliła, by wypełniła jej cały wszechświat.

***
  
 - To nie możliwe. Nikt nie ma takiej mocy. Nikt nie umie zbudować takiej więzi. - Po raz pierwszy w głosie Drissy nie pobrzmiewał spokój, ale strach.
  Woda wartkim, ostrym ostrzem, przecięła wszystkich nieprzyjaciół, pozostawiając trupy. Darcnos, Nina, Alek, Max rozejrzeli się. Na ziemi walały się ciała smoków i klonów, które wyglądały na zwykłe szmaciane kukły.
- Miley! - Nina podbiegła do dziewczyny i uklękła obok niej.
Potrząsnęła nią.
- Miley - szepnęła dziewczyna.
- Czas spotkać się z moją matką w innym świecie. Czas zobaczyć gwiazdy we wszechświecie.Uciekłam fali bólu  - powiedziała cienkim głosem.
Pierś dziewczyny przestała się unosić i opadać. Przymknięte  powieki już nigdy nie miały się otworzyć. Nina załkała.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Postaram się do niedzieli dodać Epilog ;) A na razie jak wam się podoba zakończenie?  Którego smoka najbardziej polubiliście?

środa, 19 sierpnia 2015

Rozdział 12: ,,Prawda"


    Dźwięczny śmiech Sillany wymieszał się z niezrozumianymi szeptami i krzykami. Niebo przezbrajało barwę granatową - zostało przykryte dziwną mgłą. Rozległ się skrzek zwierzęcia - cierpiącego zwierzęcia. W skrzyni było pełno krwi. Silanna wciąż się śmiała.
- Za szlachetność płaci się śmiercią.
Nagle w okół kufra zmaterializowały się postacie: smok, dwóch mężczyzn i kobieta. Wszyscy leżeli na ciepłym gruncie, kaszląc, dusząc się. Próbowali walczyć o powietrze, ale ich płuca odmawiały posłuszeństwa. Czepiali się ostatniego tchnienia życia, ale bez skutku. Życia nie da złapać się za rogi i trzymać go, dopóki z nami nie pozostanie na zawsze. Śmierć jest tajemnicą, a jej ofiary idą
 w podróż. W podróż do innego wymiaru. To, w pewnym sensie, wycieczka. Bilet do innej krainy bez możliwości powrotu.
  Przyjaciele patrzyli na postacie zdezorientowani. Nina spojrzała na wciąż śmiejącą się Silannę. Nie wiedziała o co chodzi. Dlaczego czarownica się śmieje? Czy to serce ma krwawić? Kim są tajemnicze postacie i dlaczego cierpią?
- Miley - z ust kobiety wyrwał się cichy dźwięk. Głos jej drżał. Słychać było z jaką trudnością przychodzi jej mówienie. Miley ostrożnie spojrzała na kobietę.
- Skąd pani wie jak mam na imię?
Po policzku kobiety spłynęła łza. Miley przyjrzała jej się uważnie. Miała błękitne włosy - takie same jak niektóre pasma jej włosów. Wielkie oczy o odcieniu nieba idealnie do nich pasowały. Miley zaczerpnęła gwałtownie powietrza. Wiedziała kim jest kobieta, ale bała się tych słów wypowiedzieć na głos. W jej umyśle trwała zacięta walka. Nienawiść walczyła z miłością, współczucie ze złością.
- Miley, kochhanie, wieem... - próbowała mówić, ale brakowało jej tchu - wiem, że jesteś na mnie zła, ale... prroszę, wysłuchaj mmnie. - Przywołała ją ręką. Miley podeszła do niej i uklęknęła obok niej. Kobieta wzięła ją za rękę. Ścisnęła ją mocną. Drugą dłoń odsunęła od piersi, która krwawiła. Zakrwawioną dłonią pogłaskała policzek dziewczyny. Miley spojrzała na pozostałe postacie. Wydawali okrzyki bólu i patrzyli raz na Silanne raz na Anka, Maxa i Ninę, innym razem spuszczali wzrok.
- Miley, skarbie, wiesz, dlaczego...wwtedy w wooodzie...ci nie...pomogłam? - Miley musiała wytężyć słuch, żeby usłyszeć drżący głos kobiety. Potrząsnęła wolno głową. - Chciałam, żebyś...się nauuczyła...nauczyła żywiołu...wierzyłaam w ciebie...wiedziałam, że ci ssię uda...byłam przy tobie....zaawsze. - Miely patrzyła na nią szeroko otwartymi oczami. - Wiesz kiiimmm jestem? Jestemm twooojjją maaammmą. Żałuję, że nnnie mmogłammm widzieeć jakkk dorasstałaś, ussłłyszeć twwoich pieerwszyych słów, wzziąąćć cię na ręce. - Załkała. - Kocham cię... Moja Miley...Przepraszam, że mussiałaśś cieeerpieććć. Przepraszam. - Nagle znieruchomiała. Z jej serca przestała sączyć się krew. Nie oddychała, już nie walczyła. Jej oczy straciły dawny blask. Miley wybuchła płaczem i przytuliła kobietę, brudząc ubranie krwią.
- Przepraszam - powiedziała, a po chwili wahania dodała: -Mamo. -Przymknęła jej powieki
i narysowały palcem krzyż na czole. - Do zobaczenia w innym świecie. - Uśmiechnęła się smutno. Rozejrzała się dookoła - Silanna uśmiechała się, walcząc nad ponownym wybuchem śmiechu, przyjaciele patrzyli  na wszystko zdezorientowani, a smok i dwóch mężczyzn leżeli bez ruchu, ze skrzyni wylewała się krew, po sercu nie zostało śladu. Max podszedł do dziewczyny i odkleił ją od ciała matki. Rzuciła mu się na szyję i wciąż plącząc, przytuliła, a on kojąco głaskał ją po głowie.
- Wszystko dobrze - powtarzał. -Wszystko będzie dobrze.
- Nic nie będzie dobrze. - Wyrwała się z jego objęć. Była zaskoczona swoim stanem. Śmierć matki nie powinna była być dla niej bolesna. Tyle czasu żyła bez niej. Nacierpiała się z jej powodu już wystarczająco. Tak jak każde dziecko chciała ją znaleźć. Nie traciła przez długi czas nadziei, ale każdy kiedyś ją, w końcu traci. Miley straciła swoją. Matka stała jej się obojętna, nie chciała jej znać, podobnie jak ojca. Później dowiedziała się, że to wszystko przez jej rodzicielkę, że nie została urodzona, że żyje dzięki krwi dzieci. W ciągu jednego dnia znienawidziła matkę jeszcze bardziej. A teraz, co wyprawia? Przytula ją i płacze nad jej ciałem? A co gdyby nienawiść była tylko przykrywką miłości? Może Miley mimo wszystko kochała swoją mamę, ale było to dla niej tak bolesne, że zdecydowała się ją nienawidzić? Cienka jest granica między miłością i nienawiścią. Wystarczy jeden krok by ją pokonać, a w przypadku naszych najbliższych, czasem ta granica nie istnieje.
- Och... Moja Miley... - odezwała się Silanna, tłumiąc śmiech. - A wy nie opłakujecie swoich bliskich? - Posłała im rozbawione spojrzenie.
Na twarzy Niny, która już dawno domyśliła się, że martwy smok jest jej ojcem, zakwitł rumieniec. Była zawstydzona. Mimo, że bestia była jej ojcem, to nie mogła się zmusić do smutku. Nie znała go. On nawet nie był człowiekiem. Może i był jej ojcem, ale rodzina to nie tylko więzy krwi. Co one właściwie znaczą? Prawdziwe więzy tworzą się latami i Nina nie jest związana żadnym z nich
 z Valedionem. Nie mogła się zmusić do płaczu, żalu czy smutku. Myślała, że to normalne i patrząc na Anka i Maxa, była tego przekonana, ale może to wina tego, że są chłopcami? Mężczyźni nie rozklejają się. Widząc Miley nie była pewna czy dziewczyna powinna zareagować tak na śmierć rodzica. Koleżanka, przecież nie była związana żadną więzią z matką, a w dodatku miała jej wiele za złe, a mimo to dziewczyna płakała nad jej ciałem.
- Ale... - głos Miley drżał. - Ale... Jak... Jak to się stało. - Miley jako jedyna zadała pytanie, które ciążyło każdemu. Nikt go jednak nie wypowiedział. Może uważali, że na razie są ważniejsze sprawy? Ale jakie?
- Och... Moi kochani... Naiwność to wasza wada. - Posłała im szyderczy uśmiech. - Przychodzicie do domu, położonego w środku parku, a tam pichci sobie czarownica, która, ni stąd ni zowąd, każe wam wbić sztylet w olbrzymie serce i opowiada nieprawdopodobne historyjki... To brzmi bardzo wiarygodnie, co? - spytała drwiącym głosie. - Myślałam, że macie więcej oleju w głowie, ale przynajmniej ułatwiliście mi zadanie. Dziękuję. Nigdy nie sądziłam, że zmuszenie was do zabicia tej całej zgrai, będzie łatwe, a tu się okazuje, że wystarczyło się uśmiechnąć i opowiedzieć wam jakąś bajeczkę. Jak dzieci -Westchnęła i zachichotała. - Dosłownie jak dzieci.
- Pani... - Słowa nie chciały wydobyć się z jej gardła. - Pani nas oszukała. - Nie było to pytanie, tylko stwierdzenie faktu.
Silanna przyłożyła jej dłoń do policzka.
- Tak, skarbku. - Udała skruchę. - Bywa.
- Nie mogę uwierzyć. - Nina wpatrywała się w czarownice, szeroko otwartymi oczami.
- Oczywiście musiałam wymieszać prawdę z kłamstwami - w rezultacie powstało wiarygodne kłamstwo. Oczywiście jestem świetnym kłamcą, ale nie powinno się ufać dopiero co poznanym osobom. Zwłaszcza, że podają się za czarownice. Nawet nie wiecie czy umiem czarować. Nie wiecie, czy w sprawie swojej tożsamości mówiłam prawdę.
Max widząc, narastający w Miley gniew, położył dłoń na jej ramieniu, głaszcząc je kojąco. Miley wypuściła wolno powietrze z płuc, aby się uspokoić. To przez tą kobietę zginęła jej matka. Trudno było się jej opanować. Nie strąciła dłoni Maxa, choć nie pomagało jej to zbytnio.
- A więc jaka jest prawda? - spytała błagalnie. Chciała znać prawdę, mimo, że nic ona nie zmieniała. Zawsze uważała, że niewiedza jest lepsza, ale teraz nie potrafiła o tym myśleć. Nie potrafiła myśleć o niczym innym niż o prawdzie. Chciała ją poznać i to pragnienie wzięło górę.
- Prawdę wam w dużej mierze powiedziałam, ale pozmieniałam kilka szczegółów. - Wzięła głęboki wdech i zachichotała. - Władałam z Valedionem jego, a właściwie moim imperium. Sama go prosiłam, aby sprawował ze mną władzę. Cóż... - Wzruszyła ramionami. - Ludzie się zmieniają, a władza była kusząca. Po jakimś roku mych rządów, zmarł mój ojciec, ale mało mnie to obchodziło. Byłam królową - odparła z dumą. - Nic więcej nie było mi potrzebne do szczęścia. Nawet, ta moja głupiutka siostrzyczka... Jedyne co się liczyło to władza, którą coraz bardziej wykorzystywałam. - Wypuściła powietrze z płuc. - No cóż, królowie są właśnie po to. Nie ja jedna wykorzystywałam władzę. Przecież samo słowo ,,król" ją oznacza. Valedionowi z czasem przestały się podobać moje rządy. Pokochał zbudowane przez siebie imperium. - Spojrzała na ciało smoka. - Głupek - mruknęła. - Błagał mnie, żebym odeszła, ale... - Spojrzała na przyjaciół z drwiącym uśmiechem. - Nie jestem tak głupia jak wy. Wiedziałam, że muszę porzucić władzę, bo inaczej ludzie zbuntowaliby się i sami ukaraliby mnie dużo gorzej. Nie mogłam jednak dać tak łatwo za wygnaną. Wiedziałam, że Valedion mi nie pomoże w stłumieniu buntów, więc musiałam prosić o coś innego. Nie pragnęłam czegoś konkretnego. Dałam wolną ręku temu smoczysku. - Spojrzała na krew w kufrze. Uśmiechnęła się. - Dał mi moc. Jestem czarodziejką - to akurat nie było kłamstwem.
- A cała reszta? - spytała Miley.
- Walczysz nad sobą. Chcesz mnie zabić - stwierdziła Silanna.
- Tak, ale potrafię nad sobą panować. A ty... Cóż nie za bardzo - zadrwiła, uśmiechając się do staruszki. Uśmiech zrzedł z jej twarzy.
- Zamieszkałam tu dopiero nie dawno. Czekałam na was.
- Ale po co? - spytał Max, wiedząc co chce powiedzieć Miely. Nie chciał prowokować Silanny, a Miley zapewne, by to zrobiła. Czarownica wskazała na trupy. - Właśnie, po to. Pozostałe smoki - kontynuowała. - Wiedzieli, że może przyjść do mnie Valedion. Mogłam w końcu czarować, na co on nie mógł sobie pozwolić w tak dużej mierze. Po za tym liczyli na moje wsparcie. Chcieli spalić imperium i dopiec temu głupiemu smoczysku i jego radzie, więc od razu się zgodziłam. To był szczyt moich marzeń.
- Ale po co Valedion miałby do pani przyjść? - Anek zaśmiał się gorzko. - Przecież nie żyliście w zgodzie.
- Nie, ale Valedion był rozsądny, tak jak ja. Potrzebował pomocy i postanowił spróbować, a ja dobrze o tym wiedziałam. Przyszedł do mnie, po tym, jak zostawił was. Chciał abym schowała ich w pustce, a następnie przywróciła za jakiś czas. - Uśmiechnęła się. - Zamiast tego zamknęłam ich w sercu, ale Valedion nie był głupi i wcale się nie zdziwiłam, gdy nie mogłam zniszczyć serca. Wbiłam w nie sztylet, a ono znikło. Jestem jednak czarodziejką, więc zebrałam potrzebne informacje. Valdion się zabezpieczył i to zabezpieczenie spowodowało, że w pustce wytworzyły się trzy pary drzwi - trzy próby, które byliście w stanie przejść tylko wy.
- Ale dlaczego tylko my? - spytała, łamiącym się głosem Miley.
- Ja nie mogłam. Przez to, że wbiłam nóż w serce, drzwi się dla mnie zamknęły. Klony nie były dostatecznie mądre, by wszystko zaliczyć, a smoki nie rozumieli tylu rzeczy co wy. Prędzej czy później noga by im się powinęła. 
- Dlaczego tylko ja mogłam wbić nóż w serce? - spytała Nina.
- Kolejne zabezpieczenie.
- Ale pani powiedziała, że umrę jeśli wbiję sztylet w serce - przypomniał Anek. - Po co, jeśli nie zależał, pani na moim życiu?
- Uruchomiłoby się nowe zabezpieczenia. Nie mogłam na to pozwolić.
- Ale... - Nina coś nagle sobie uświadomiła. - To dzięki klonom panią znaleźliśmy.
- Dowiedzieli się o was. Tyle ryzykować, żeby zakraść się do Akademii? - Potrząsnęła wolno głową. - Musieliście liczyć na to, że ktoś was w końcu zauważy, ale szło ci dobrze, Nino. Choć to pewnie dzięki Valedionowi, który znalazł sposób na pomaganie ci. - Zaśmiała się cicho. - Nie mogę uwierzyć, że byliście tacy głupi. I jeszcze... nabraliście się na tą ognistą kulę i na tą naciąganą gadkę klonów. Co jak co, ale takie kłamstwa nie wychodzą im perfekcyjnie.
- To, dlatego ich zachowanie, wydawało mi się tak nie podobne do nich. - Nina zamyśliła się.
Silanna się zaśmiała.
- Tak jak mówiłam, jesteście bandą głupców. Naprawdę tak trudno było się domyśleć.
    Nagle rozległo się echo śmiechu. Nie był to czysty śmiech Silanny, ale złośliwy chichot.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to został nam tylko 1 rozdział i epilog ;) 

wtorek, 18 sierpnia 2015

Liebster Blog Award.

Dostałam nagrodę Liebster Blog Award. Zostałam nominowana przez Z sensem i bez sensu oraz Ostatnia Dynastia


Na czym to polega? Każdy nominowany bloger ma za zadanie odpowiedzieć na 11 pytań, zadanych przez blogera, który go nominował oraz nominować kolejne 11 blogerów i zadać im 11 pytań. Nie wolno nominować osoby, która Cię nominowała, a osoby, które się nominuje, należy zawiadomić. Jest to taki rodzaj nagrody od innego blogera za "dobrze wykonaną pracę"

Pytania:

 1. Jaka jest Twoja ulubiona roślina?
2. Masz jakąś szczęśliwą liczbę? Jeśli tak, to jaką i dlaczego?
3. Ulubiona pora roku?
4. Ulubione powiedzonko/przysłowie?
5. Czym dla Ciebie jest deszcz?
6. Najpyszniejsza rzecz jaką kiedykolwiek zjadłaś/łeś?
7. Masz jakiś ulubiony znaczek, np. runę, pacyfkę lub jing-jang? Jeśli tak, to jaki?
8. Co zazwyczaj jesz na śniadanie?
9. Ulubiony bohater z książki/filmu/serialu/mangi/itp?
10. Pióro czy długopis?
11. W jakiej pozycji najczęściej śpisz?
12 Jesteś introwertykiem czy ekstrawertykiem? Dlaczego tak sądzisz?
13. Masz swoje ulubione miejsce? Jak tak to jakie?
14. Jakiej słuchasz muzyki?
15. Jaki masz stosunek do ludzi?
16. Lubisz zwierzęta? Dlaczego?
17. Kim chcesz zostać w przyszłości? 
18. Jaka jest twoja definicja szczęścia?
19.Co wywołuje u Ciebie uśmiech?
20. Jaki jest twój ulubiony film/serial/anime?
21. Wierzysz w rzeczy paranormalne?
22. Wytrzymasz bez intertetu? Jak długo?

 Pytań jest tyle, bo 2 osoby mnie nominowało ;)

1. Tulipany!!! <3
2. Szczęśliwą nie, ale ulubioną tak. 3 ;)
3. Wiosna :3
4. Nie mam :/
5.Deszcz to deszcz xD Ale lubię określenie: ,,Niebo płacze"
6. Nie wiem :P
7.Runę parabiatai, Iratze, anielska runa <3
8. Kanapki albo płatki z mlekiem
9. Kattnis z IŚ, Will i Jem z Diabelskich Maszyn, Jace, Izzy i Clary z Darów Anioła :3
10. Długopis
11. Płodowa
12. Introwertyk - jestem bardzo nieśmiała i niezbyt dobrze czuję się w tłoku z pewnymi wyjątkami ;)
13.Mój świat xD Zalicza się?
14.POP
15. Do każdego inny, ale z reguły jestem zamknięta w sobie.
16.Uwielbiam. <3 Czemu? Bo są takie słodkie i lojalne i ciekawe xD
17. Nwm... Pisarz to chyba szczyt marzeń. Myślę o psychologii albo psychoterapii.
18.Szczęście to po prostu radość z życia, spełnienie marzeń. Na szczęście trzeba sobie zasłużyć.
19. Dużo rzeczy xD Na przykład gdy ktoś nieznajomy mówić o Darach Anioła, albo ma runy na rękach <3 Kocham takich ludzi! xD Nefilm zawsze razem ;)
20. Film - Harry Potter, Władca Pierścieni.
Serial - Słodkie Kłamstewka, Czarodzieje z Waverly Place, Gra o tron. Tajemnice Domu Anubisa.
21. I Tak i Nie.
22. Byłoby trudno, ale dałabym radę wytrzymać do końca życia ;)

NOMINUJE

Nie będzie 11 osób, bo nominuję tylko blogi, które czytam ;)

http://leonetta-paraidealna.blogspot.com/
http://vampireandmillionaire.blogspot.com/
http://iskra-duszy.blogspot.com/
http://zaprzysiezeni.blogspot.com/

Moje pytania:
1. Ulubiona książka.
2. Świat, w którym chciałabyś żyć.
3. Wampiry, wilkołaki, czarodzieje czy wróżki?
4.Film czy książka?
5. Ile książek przeczytałaś? (nie licząc lektur)
6. Lubisz mitologię?
7.Jaki jest twój ulubiony gatunek filmów/książek?
8. Zwykły romance czy paranormal?
9. Najgorsza książka jaką przeczytałeś?
10. Czytałeś wszystkie lektury?
11. Pierwsze co robisz po szkole to...?

niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 11: ,,Próba Ziemi"


    Ostatnie pomieszczenie zostało wyryte w ziemi. Od porośniętych lianami ścian, bił chłód. Przeraźliwy chłód. Bez wątpienia, dałoby się w pomieszczeniu, przetrwać tylko kilka godzin, zanim zamarzłoby się na śmierć. Na wprost nastolatków rozpościerały się trzy tunele, a nad nimi znajdował się znajomy głośnik, z którego wydobył się głos:
- Wszystko, kwestią wyboru,
   Całe życie wyborem,
   Życie zbudowane z konsekwencji,
   Konsekwencje, kwestią wyboru
   Zakończenia, kwestią wyboru,
   Tunele, kwestią wyboru,
   Dalszą droga, kwestią wyboru,
   To czy zmarzniesz na śmierć, kwestią wyboru,
   To czy zdasz próbę, kwestią wyboru,
   Wszystko, kwestią wyboru


- Tabliczki... - Max podszedł do niewielkich tabliczek, znajdującej się obok pierwszego tunelu.
- Co to? - spytała Nina.
- Tablica informacyjna... - Westchnął. - Ta droga jest najdłuższa.
- A ta na skróty - odparła Miley, wskazując drugą tabliczkę. Podeszła do trzeciego tunelu. - Ta, z kolei jest poprawna. Ma nas doprowadzić do celu, ale po drodze czyhają potwory.
- Super, co nie? - Anek uniósł brwi. Miley spiorunowała go wzrokiem, a on uniósł ręce
 w poddańczym geście. - Okay. Tylko żartowałem.
- Którą wybieramy? - spytała Nina.
- To chyba jasne... Ta jest poprawna w stu procentach, więc musimy pójść nią.
- To by było za łatwe - stwierdził Anek.
Miley wzruszyła ramionami.
- Może nie wszystkie próby są trudne. Niektóre mogą nie zawierać ukrytego haczyka.
- Ukryty haczyk. - Max się zamyślił.
- Masz jakiś pomysł?
- Można tak to ująć, ale...to raczej błędna teoria. - Potrząsnął głową. - Tak, zapewne się nie powtarzają.
- Co się nie powtarza? - zaciekawiła się Nina.
- Warunki.
- Jakie warunki? - obruszył się Anek.
- Twoje... No wiesz, że każdy przedmiot uchroni nas przed wiatrem.
- Sugerujesz, że każda droga prowadzi do celu? - spytała Miley.
- Możliwe, ale nie sądzę, żeby było to takie proste...
- A czemu nie?
- Mogą, równie dobrze, poprawne być dwie drogi, albo jedna.
- Zdecyduj się.
- Daj mu myśleć - zażądała Nina, kuląc się z zimna. Spojrzała na swoich towarzyszy - też drżeli - wszyscy z wyjątkiem Miley.
- Nie jest ci zimno? - spytała.
Miley zaśmiała się.
- Wcale nie jest tak zimno. Jakieś piętnaście stopni. Jak spadnie do pięciu, to będę drżeć tak jak wy. - Widząc zdziwione spojrzenie Niny, dodała: - Jestem trochę odporniejsza od was na kapryśną pogodę.
- Ryzykujemy? Idziemy na skróty? - spytała Nina, zmieniając temat.
- Jeżeli już, to najdłuższą - odparła Miley.
- Głosujemy? - spytał Anek, zgrzytając zębami. Oczy mu się świeciły.
- Jak chcecie. - Max wzruszył ramionami.
- Ja jestem za skrótami.
- Ja też. - Nina podniosła rękę.
- Ja jestem za tą ostatnią - odparła od niechcenia Miley.
- Przegłosowane - wyśpiewał Anek. - Przybij piątkę. - Dłonie Niny i Anka zetknęły się z charakterystycznym klaśnięciem.
- Jeszcze ja - powiedział Max.
Miley wypuściła gwałtownie powietrze, tworzące biały obłok.
- No śmiało - przegłosuj mnie.
- Myślę, że masz rację - nie powinniśmy ryzować.
- Potwory są ryzykiem - przypomniała Nina.
- Tak, ale przynajmniej jest to jedyna pewna droga.
- Co zrobimy z potworami? - sprzeciwił się Anek.
- Nie wiem, coś się wymyśli.
- Coś się wymyśli?! - Nina podniosłą głos.
Przez chwilę kłócili się, którą drogą należy pójść. W przekrzykiwaniach nie brała udział Miley, która weszła do trzeciego tunelu.
- Gdzie jest Miley? - Max zorientował się o jej nieobecności, dopiero po kilku minutach.
- Nie! - krzyknęła Nina. - Jak ona mogła. -Domyśliła się, co zrobiła dziewczyna.
- Weszła tam? - spytał Max, wskazując na tunel.
- Wygląda na to, że tak.
Max zachichotał, a potem poszedł w ślady koleżanki.
- Dlaczego muszą zachowywać się jak dzieci? - spytała Nina.
Anek wzruszył ramionami.
- A może to my zachowujemy się jak dzieci? - Tanecznym krokiem wszedł do tunelu. Nina gwałtownie wciągnęła powietrze i zrezygnowana ruszyła za nim.
  Jedyną rzeczą, którą różnił się korytarz od poprzedniego pomieszczenia, było oświetlenie. Na ścianach były porozwieszane fioletowe lampki, które powodowały, że panował tu przyjemny półmrok.
- To gdzie ten potwór? - Anek zaparł się pod boki.
Niedaleko od nich szedł Max, śmiejąc się.
Nina zmarszczyła brwi. Max śmieje się w takich okolicznościach? - Nie śmiała tego pojąć.
- Chodź. - Nina złapała Anka za rękę i podbiegła z nim do Maxa. zatrzymała się kilka kroków od chłopaka. Jej oczy spostrzegły niewielką tabliczkę, ilustrują zielonego potwora. Zatrzymała się
 i wypuściła rękę przyjaciela. Na tabliczce czerwonymi, dużymi literami było napisane: ,,UWAGA POTWORY", a pod spodem znajdował się napis: ,,Wszystkie potwory wyginęły". Anek i Nina wybuchli śmiechem. Podbiegli szybko do Maxa.
- Natrafiliście na jakiegoś potwora? - spytał Max, nie przestajac się śmiać.
- Tak. Nawet dwóch - zażartował Anek.
Nagle rozległ się znajomy dźwięk, powodujący echo.
- Próba ziemi - zaliczona.
- A gdzie Miley? - spytała Nina.
Max wzruszył ramionami.
- Może już wyszła. - Chłopak nagle spoważniał. - Cholera, zaliczyła moją próbę.
Nina zachichotała.
- Bywa.
    Korytarz był długi. Po kilkunastu minutach marszu, wszyscy troje, wyszli na zewnątrz. Max rozejrzał się zaniepokojony,
- Miley! - zaczął nawoływać przyjaciółkę. - Gdzie jesteś?!
  Dziewczyna, po chwili, wyłoniła się spod pagórków i mijając Maxa, mruknęła pod nosem:
- Idioci.
- Dziękuję za kompletem - odparował chłopak, który najwyraźniej ją usłyszał.
Miley zachichotała.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
- To gdzie to serce? - zapytał Anek ze świecącymi oczami.
Miley zmarszczyła brwi.
  Nagle rozległ się potężny huk. Chmury przykrywające niebo, rozproszyły się. Coś spadło na ziemię. Była to mosiężna skrzynia, zdobiona złotem. Nie miała kłódki, ani zamka. Zamiast nich był namalowany znak ognia. Miley bezceremonialnie spróbowała otworzyć skrzynie, ale bez skutku.
- Daj to - ja spróbuję - zaoferował się Max, ale jego próba też nie przyniosła skutku.
- Ja chcę. Ja chcę. - Anek podrygiwał i podjął próbę otwarcia, ale skrzynia nadal stała zamknięta.
Nina gwałtownie zaczerpnęła powietrza.
- To teraz ja.
Dziewczyna otworzyła skrzynię bez żadnych trudności. Złapała gwałtownie oddech i odruchowo, odsunęła się kilka kroków. W pojemniku znajdowało się serce. Oczywiście, dziewczyna wiedziała, że ono tam będzie, ale nie przywykła do takiego widoku, zwłaszcza, że ten narząd niczym się nie różnił od ludzkie serca - no może tylko wielkością. Serce smoka było  dziesięć albo, nawet, dwadzieścia razy większe od ludzkiego.
- Wygląda mało realistycznie - odparła Miley, szturchając narząd kijkiem.
- Miley! - krzyknęła Nina. - Trochę szacunku.
- Sorry. - Dziewczyna uniosła ręce i wyrzuciła kijek.
- Skąd go wzięłaś? - spytał Anek.
Miley spiorunowała go wzrokiem.
- Musisz zadawać głupie pytania?
- Byłem tylko ciekawy.
- Proszę, możemy go tu zostawić?
- Okay. Już się zamykam.
- Brawo, skarbki - rozległ się słodki i znajomy głos. Źródłem niego była Silanna, która właśnie do nich podchodziła.
- Udało się wam - Dotknęła policzka Miley, a ona ją strząsnęła. - Oj, przepraszam - nie przyniosłam ciasteczek.
- Nie szkodzi - zjemy serce. - odparował Max. Miley posłała mu słaby uśmiech, a Nina się wzdrygnęła.
- To teraz twoja kolej, skarbie. - Podała srebrny sztylet Ninie, a ona z wahaniem go przyjęła.
- Nie jestem pewna, czy będę w stanie, to zrobić.
Silanna podparła się pod boki.
- Ależ musisz, słonko - odparła surowo.
Nina przybliżyła klingę do smoczego narządu, wzięła głęboki oddech i przyłożyła do niego ostrze,
a po chwili gwałtownie je cofnęła.
- Nie, nie mogę. Przepraszam.
- Nie bądź niedorzeczna.
- No dalej, bo ja to zrobię - zaoferował się Anek.
- Nie możesz - upierała się Silanna. - Mogłoby ci się coś stać.
- To tym bardziej, albo ja to zrobię, albo ty.
- Brawo Anek. Wreszcie myślisz. Cóż za osiągnięcie - odparowała Miley.
Nina wzięła głęboki oddech.
- Zrób to szybko - doradziła Silanna. - Po prostu się zamachnij.
Miley gwałtownie odwróciła się plecami do skrzyni. Max położył jej dłoń na ramieniu. Nina szybko się zamachnęła i przeszyła serce na wylot. Zaczęły się z niego wylewać strumienie krwi.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Stworzyłam Quiz! :3 Jaką postacią jesteście?  http://samequizy.pl/ktorym-z-potomkow-jestes/
Która próba najbardziej wam się podobała?

czwartek, 13 sierpnia 2015

Rozdział 10 ,,Próba wody"

   Za drugimi drzwiami - tymi ze znakiem wody - znajdowało się pomieszczenie pełne luster. Po czterech jego stronach, znajdowały się niewielkich rozmiarów otwory, z których wypływały drobne strumyki. Na jednej ze ścian znajdował się głośnik, a obok niej stały trzy manekiny: modnej kobiety, biznesmena i zbuntowanego nastolatka.
- To twoja próba - powiedział Anek, zerkając drwiąco na Miley. - Zobaczymy jak się popiszesz. - Pokazał jej język.
Nastolatkowie dobrze wiedzieli na co czekać. Wkrótce rozległ się głos z głośnika.
- Kryjące się emocje,
  Kryjące się intencje,
  Człowiek zagadką nieodgadnioną,
  Dobro czy zło?
  Jaką ,decyzję podjąłeś?
 Sztuką odszyfrowywać,
 Wybrać niewinnego - pochlebstwo
 Pochlebstwo ratunkiem,
 Nie utoniesz w morzu kłamstw,
 Jeśli tylko potrafisz słuchać.


Miley zaśmiała się kwaśno.
- Co? - spytała Nina podejrzliwie. - Wiesz o co tu chodzi?
- Nie. To wszystko jest, do cholery, dziwne i to jest w tym najśmieszniejsze.
Nina wywróciła oczami. Wiedziała o co chodzi koleżance. Nie martwiła ją wizja, że nie podołają zadaniu, wręcz przeciwnie.
   Nagle usłyszeli huk. Niewielkie otwory w ścianach, zrobiły się większe, DUŻO WIĘKSZE, a woda z nich wylatywała dużym, potężnym prądem.
- Utoniemy w morzu kłamstwa. - Miley uśmiechnęła się. - Jakie poetyckie. Mam na dzieję, że nie kłamiecie. Jesteście grzecznymi aniołkami, prawda?
- Utoniemy? - Nina przełknęła głośno ślinę, a Max gwałtownie wstrzymał powietrze, tylko Anek stał jak gdyby nigdy nic.
- Na szczęście, ty możesz władać wodą - powiedział.
Miley westchneła ze zrezygnowaniem.
- A już myślałam, że utoniemy.
Podniosła otwartą dłoń, przymykają w okół niej palce. Szybko jednak poczuła, że ten gest nie ma mocy, a ona nie wyczuwa wlewającej się do środka wody. Opuściła dłoń.
- Nie da się - odparła cicho. - Ta woda....jest niewyczuwalna. Wy, pacany, pewnie nie wiecie o co chodzi z tym wyczuciem, ale uwierzcie mi, że te próby mają sens. Władanie żywiołem byłoby za proste. - Popatrzyła na zdezorientowanych przyjaciół i szybko dodała: - Oczywiście nie dla was. - Posłała im uśmiech.
- Ale... - odezwał się Anek po chwili ciszy. - To nie działa tak jak na mojej próbie... Nie możesz strzelić, przeżyć i nie zaliczyć próby.
Miley zaśmiała się. - Cóż za ironia - zginąć przez własny żywioł.
Woda sięgała im kolan. Dotknęła jej. - Właściwie nie do końca... Ta woda jest niewyczuwalna. - Zmarszczyła brwi. - Cóż... Bywa.
- Tam są jakieś przyciski - odezwał się Max, wskazując na coś za manekinami.
- Naciśnij - poleciła Miley.
- Nie! - zaprotestowała Nina.
Miley westchneła, a potem zachichotała. - Irracjonalny lęk przed czerwonymi przyciskami? - Uniosła brwi.
- Przykro mi, ale przycisk jest biały - poinformował Max.
- Przed przyciskami - poprawiła się, po czym posłała ciepły uśmiech Ninie.
- Nacisnąć? - Tym razem pytanie skierowane było do Niny.
- Skoro Miley tak twierdzi... I tak zrobi to co będzie chciała.
Miley do niej mrugnęła. - Koleżanka się nie mili.
- To wciskam. - Max nacisnął przycisk, znajdujący się za manekinem blondynki w różowej sukience.
- AAA! Złamałam paznokieć! - rozległ się wysoki głos kobiety. - Och... Hej! Przepraszam, za to przed chwilą. A, właściwie to pan nic nie słyszał, prawda? A nawet jeśli to nie pana sprawa, prawda? No więc o co chodzi? Mówiłam wam, że jestem niewinna. Ach... Moja droga... - Rozległ się słodki śmiech. - Złamałabym sobie paznokieć, nie bądź głupiutka... Ach... Tak... Masz racje... Paznokieć mi się złamał. - Słychać było płacz. - Mój biedny paznokietek... Leży tu sobie tak... Mój różowy paznokieć. Ale wiesz co? Kupiłam sobie cztery sukienki. Ta bordowa jest naprawdę świetna. Muszę ją założyć... Do ciebie? Nie... Do ciebie pójdę w tej turkusowej... Tak... Wiem... A ten wisiorek... Też cię kocham... Jesteś moją przyjaciółką... Tak... Mam coś dla ciebie... Tak mąż mi kupił ten pierścionek... Nie, nie znalazłam pracy... Ale mam śliczne paznokietki... Tak, te u prawej, bo lewa... Cóż... Mój paznokieć... - Nagranie się urwało.
- Co to miało być? - spytał Anek.
- Woda trochę zwolniła tempo, zauważyliście? - odezwała się Nina. Woda sięgała jej do pasa.
- Naciśnij drugi - nakazała Miley. Max nacisnął przycisk za manekinem biznesmena - człowieka w garniturze.
- Jestem zajęty... Właściwie to tak... Cały czas pracuję... Ale cóż począć... Miliony same się nie zarobią... Po co miałbym kraść? - Rozległ się śmiech. - Śmieszny jesteś... Mam kasę... Tak, robię sobie urlop. Muszę małego zabrać do Disneylandu, a żonę do spa... Tak... Są dla mnie wszystkim... Tobie?... Tak, oczywiście.... Kupię tacie samochód...Wychował mnie - należy mu się coś od życia. - Nagranie się urwało.
- I ostatni - poinformował Max, naciskając guzik za chłopakiem w skórze i glanach.
- Tak...Mam ten motor... No ten... A widziałeś tamtą laskę? Zobaczysz, jeszcze ją wyrwę... Na piwko? A co z dowodami... No to jesteśmy umówieni... Skoczyć... Ha Ha Ha. Bardzo śmieszne... No, kurczę mam szlaban, ale wyjdę... No stara mnie przyłapała... Ale wiesz, to tylko papierosy... Po co robić taką aferę? Ale hajsu mi nie da... No, kurde... Nie wiedzą?... No wiesz... Nie nauczę jej... Jest brzydka jak gnom... No chyba, że tak... Ale nie, nie idę na to... No bo, cholera... Nie przerywaj mi... Bo... Wiesz, że jestem napakowany, a jak się rozzłoszczę... No to, do zobaczenia na piwie... Tak... Bay...
- To koniec? - spytała Nina. - To co teraz trzeba zrobić?
- Może... - zaczęła Miley.
- Coś błysnęło - przerwał jej Anek.
- Gdzie?
- Spójrz na ich oczy... Jedno wygląda jak jakaś kulka.
- Tu jest otwór na coś w rodzaju kulki - poinformował Max, dotykając czegoś za manekinami.
- Do czego to? - spytała Nina.
- Te trzy osoby są o coś podejrzane... - Głos Miley wydawał się odległy. - Trzeba wybrać niewinną i włożyć za nią kulkę.
- Stawiam dziewczynę - odezwał się Anek. - Bądź na biznesmena. Trzeba pomyśleć.
- Pośpieszcie się z tym myśleniem - odparł zaniepokojony Max. - Zaraz utoniemy. - Woda sięgała mu prawie do piersi.
- Biznesmen... Kobieta jest tak głupia, że można było jej wmówić wszystko i namówić ją do wszystkiego - zakomunikował Anek.
- Umie ktoś pływać? - spytała Miley.
- Nie umiesz pływać? - Nina wytrzeszczała oczy.
Miley westchneła ciężko. - Mogę spróbować. - Z trudem i po dłuższym czasie podpłynęła do manekina nastolatka. Przekrzywiła głowę, zastanawiając się nad czymś i wyjęła kulkę.
- Co?! - Anek i Nina krzyknęli równocześnie.
- Złapiesz? - pytanie skierowane było do Maxa.
- Tak. - Miley rzuciła kulką do Maxa, a on ją złapał i włożył do otworu.
- Próba wody zaliczona - rozległ się głos po dłuższej chwili ciszy.
  Ogarnęła ich ta sama pustka co poprzednio. Znaleźli się, z powrotem, na otwartym terytorium.
- Jakim cudem ten bandyta jest niewinny? - spytał Anek, gdy tylko jego stopy dotknęły ziemi.
- Bandyta? - Miley uniosła brwi i zachichotała.
- Odpowiesz?
- Chciałabym, ale, chyba, twojemu tatusiowi zbudziło się dalsze czekanie - powiedziała głosem pełnym ironii. - Biedaczek...Musiał się zanudzić na śmierć.
- Na śmierć - powtórzył Max.
- Ach... No tak... To by nam sprawę ułatwiło sprawę... - Podeszła do ostatnich i już jedynych drzwi. - To jak, wchodzimy, czy czekamy aż umrą?
Nina otworzyła drzwi. Westchnęła ciężko.
- Mam już cię dość, dziewczyno - mruknęła pod nosem.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! I jest kolejny rozdział. Za chwilę jadę do kina na ,,Klucz do wieczności". Mam na dzieję, że będzie fajny. :/ Mam do was jedno pytanie: chcielibyście quiz: ,,Którą postacią jesteś?"

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rozdział 9 ,,Próba Powietrza"

  Owinęło ich chłodne powietrze. Czuli się tak jakby wirowali w powietrzu. Żołądek mieli ściśnięty.  Nie tylko z powodu zawirowań w głowie i mdłości, ale też ze strachu.  Kierowali się do pustki. Nie wiedzieli czego się spodziewać.  Nie byli też pewni czy ufać Silannie,  która rzuciła zaklęcie,  dzięki któremu mieli się udać we właściwe miejsce. Miley - z reguły nieufny - bała się, że to jest podstęp czarownicy. Obawiała się, że wiedźma chce im zrobić krzywdę.
   Po chwili poczuli grunt pod nogami. Runęli na ziemię.  Poczuli ciepło na skórze - nie przyjemny skwar i duszności.  Dookoła otaczały ich wzniesienia i doliny. Nie było tu żadnych roślin - trawa gdzieniegdzie była wypalona,  ale większość gruntu zajmowała ziemia i piasek.  Nie było widać żadnych oznak życia. 
 - To pozostałości dawnej cywilizacji Valediona? - spytał z kpiącą nutą w głosie Max.
 - Pewnie kiedyś musiało tu być pięknie - stwierdziła Nina, rozglądając się dookoła.
 - Wątpię - odparła naburmuszona Miley.
 - To te drzwi? - spytał Anek,  patrząc na trzy pary drzwi, znajdujące się na środku.  Zdawały się nie prowadzić donikąd. 
 - Tak... To chyba te - odpowiedziała z fascynują w głosie Nina, kierując się w stronę drzwi.  Na metalowej blasze były wyryte symbole - na pierwszych powietrza,  na drugich wody, a na trzecich ziemi.
 - A gdzie ogień?  - spytał Max
 - Ogień ma za zadanie wbić sztylet w to cholerne serce - odparła z pogardą w głosie Miley. Nina
 w odpowiedzi spiorunowała ją wzrokiem.
 - To  nie fair.  Ty masz lepsze zadanie - odparł Anek,  patrząc na Ninę.  Ona tylko wzruszyła ramionami.
 - Idziemy? - spytała
 - Im wcześniej ty lepiej.  - odparowała Miley, po czym otworzyła pierwsze drzwi - te z powietrzem.
- Moja próba - zanucił podekscytowany Anek.
- Wątpię,  czy gdziekolwiek nas to doprowadzi - mruknęła pod nosem Miley.
   Od samego progu poczuli silny podmuch. Usłyszeli świst wiatru, który smagał boleśnie ich twarze.
 - Dziwne - stwierdziła Miley. 
Nina rozejrzała się lekko przestraszona. Nic jednak nie była w stanie zobaczyć.
- Zbiera się na huragan - poinformował Max.
- Yey!!! Wiatr!!! - wydał z siebie okrzyk Anek. Miley przewróciła oczami.
- Idiota - mruknęła pod nosem. Nikt jej nie usłyszał. Nagle w pomieszczeniu rozległ się niski, męski głos:
- Wybierz dobrze,  by iść dalej,
   Umysł naprowadzi,
   Pochopność w pole wprowadzi, 
   Oczywistości bywają błędne,
   Lub też poprawnie obłędne,
   Masz tylko jedną szansę,
   Więc jaś schronisz się przed wiatrem?

- Co? - spytał Max, unosząc brwi.
  Nagle wiatr przed nimi trochę się uspokoił. Dzięki temu można było, zauważyć głośnik z którego, najprawdopodobniej, wydobywał się głos. Widać było również biały blat, na którym znajdowały się trzy wzniesienia - na każdym coś się znajdowało. Na podwyższeniach znajdowały się czarne plakietki, wyjaśniające co znajduję się na wzniesieniu. Na pierwszym znajdowało się coś, co wyglądało jak płaskie,  okrągłe pudełko. Wokół jego czerwonej powierzchni,  połyskiwała błękitna poświata.
- Teleport?  - spytał Max, unosząc jedną brew.
- Wszyscy umiemy czytać,  Max. - Jad w głosie Miley,  spowodował,  że chłopak się wzdrygnął. 
Na drugim wzniesieniu znajdowała się roślina. Anek rozpoznawszy zieleninę,  zaśmiał się krótko. 
- Jemioła? - Zdziwił się.
Na kolejnym podwyższeniu znajdowało się srebrne pudełko.  Kwadratowy pojemnik unosił się
 i delikatnie wibrował. Wydawało się, że z jego wnętrza, coś wyskoczy.  Napis na plakietce głosił,  że jest to łapacz wiatrów.
  Nagle wiatr zerwał się jeszcze bardziej - choć Nina nie sądziła,  że to jest możliwe - układając się w coś w rodzaju wiru.  Huragan?  Z trudem stawiała kroki. Włosy co chwila przykrywały oczy.
- Ochrona przed wiatrem... - powiedziała Nina z zamyśleniem.  - Mamy wybrać coś co ochroni nas przed wiatrem.
- Brawo. Sama na to wpadłaś? - odparła z sarkazmem Miley.
- Musisz się tak zachowywać? - Koleżanka spiorunowała ją wzrokiem. Miley wzruszyła ramionami.
- Nie ja chciałam tu przyjść.
Nina głośno westchnęła.
 - Teleport, łapacz wiatru... Oba się nadadzą - stwierdził Max.
- Albo można użyć magii. - Miley ze znużeniem zerknęła na Anka. - Anek, do dzieła.
- Ja...Ja... - zaczął się jąkać. - Ja nie potrafię.
- Ale, przecież, bohater A umie wszystko - powiedziała z niezwykłym jadem w głosie. Jej słowa zadziałały na niego jak policzek.
- Przykro mi.
- Miley uspokój się.  - Max położył jej rękę na ramieniu. - Rozumiem co czujesz.
Zaśmiała się gorzko.
- Ciekawe
- To co wybieramy teleport czy łapacz? - zmienił temat, zdejmując rękę z ramienia koleżanki. - Tylko jedno może nam pomóc.
- To próba powietrza - ciągnęła podirytowana Miley. - Anek, do dzieła.
- Bierzemy łapacz. - Nina wyciągnęła rękę po przedmiot, ale Miley ją powstrzymała.
Świst powietrza wymieszał się z przekazywaniem przyjaciół. Nina wyjaśniała, dlaczego warto wziąć łapacz,  a później zaczęła wymieniać zalety teleportu. Miley kwestionowała wszystko, co powiedziała, a Max próbował uspokoić towarzystwo,  co tylko spowodowało kolejną kłótnie. W międzyczasie huragan zaczął przybierać odpowiednie, temu zjawisku, kształty. Mieli mało czasu. 
- Kto powiedział, że któraś z opcji jest zła - odezwał się Anek, który, do tej pory, siedział cicho,  patrząc się na trzy przedmioty.  Widząc,  że nikt nie zwraca na niego uwagi, ze zrezygnowaniem pokręcił głową i podszedł do podwyższeniem.  Po chwili namysłu wziął jemiołę. Dopiero po dłuższej chwili, przyjaciele zauważyli,  że wiatr ustał. Anek z drwiącym uśmiechem patrzył na znajomych już od dłuższej chwili.
- Co ty zrobiłeś? - Miley uniosła brew.
- Brawo Anek - mruknął Max.
Nina podeszła i uścisnęła Anastazego.
- Nie cieszcie się.  Nie wiem czy dobrze wybrałem.
- Ale...Ale... - Nina zaczęła się jąkać. - Wiatr ustał.
- Bo ustałby niezależnie od wyboru. - Widząc zdziwione spojrzenia, dodał: - Wszystkie przedmioty zatrzymałyby wiatr, ale nie wszystkie zaliczały próbę.
Popatrzyli na siebie zdziwieni,  a zaraz potem Miley posłał Ankowi gniewne spojrzenie.
- Wybrałeś jemiołę?  - krzyknęła. - Jak mogłeś?
- To była moja próba.
- I jej nie zaliczyłeś.
- Próba powietrza - zaliczona - rozległ się męski głos.
   Nagle ogarnęła ich fala gorąca. Nic nie widzieli, nic nie słyszeli. Wydawało się, że nie istnieją, że stracili kontakt z rzeczywistością. Nagle owładnęła ich biel - oczy przyzwyczajały się do światła. Zobaczyli zarysy znajomych pagórków. Poczuli skwar na skórze. Stali nie przed trójką, ale dwójką drzwi. Patrzyli się tępo. Max potrząsnął głową, aby się otrząsnąć, a potem się rozejrzał.
- Powinno być już dziesiąta, albo jedenasta - powiedział. - Dlaczego tu jest widno? Tak jakby było południe.
- Jesteśmy w pustce - tu nie istnieje dzień i noc - poinformowała oschle Miley. Max wywrócił oczami, ignorując dziewczynę.
- Dlaczego jemioła? - spytała Nina.
- Wszystkie inne przedmioty były zbyt oczywiste. ,,Oczywistości bywają błędne" - zacytował Anek.
- ,,Lub też poprawnie obłędne" - dokończyła Nina.
- Tak, ale jakby nie dodali tych słów, byłoby to zbyt proste. Te słowa były tylko zmyłką, żeby nam to trochę utrudnić.
- Ale, dlaczego jemioła? - spytała Miley.
- Coś było o niej w nordyckiej mitologii. - Wzruszył ramionami. - Chyba. W sumie, to nie wiem, ale to już nie ma znaczenie - próba zaliczona.